pet food + a(l)more
Wraz z ostatnim zooplusowym zamówieniem dostaliśmy w prezencie (a raczej koty dostały w prezencie
) próbny pakiet nowego Almo Nature Green Label. Ekologiczne tekturowe pudełko zawierało:
- Almo Nature Green Label Raw – Pierś z kurczaka (saszetka 55g),
- Almo Nature Green Label Mini Food – Kurczak (saszetka 3g),
- Almo Nature book – miły dla oka, kolorowy notatnik.
Pewnego popołudnia, kiedy Futra ósemkowały między naszymi nogami drąc się w niebo głosy i dając znać, że SĄ GŁODNE, a do pory karmienia było jeszcze daleko, wyciągnęłam ów pudełko i wygrzebałam przysmak. Nastąpiło poruszenie wśród Futer. Każde radośnie dreptało z kąta w kąt, tuptało z łapki na łapkę, miauczało i mruczało. Trzygramowy (!!) przysmak zawierał kęs mięsa. Dosłownie kęs. Ale za to jak to mięsko wyglądało!
Rozdzieliłam ten kęs na dwa kęsiki, jedno liźnięcie, dwa przeżucia… Wtedy dopiero koty się rozdarły. Bo jak to tak można dawkować takie pyszności? Jak można je tak podpuszczać? Tak męczyć?
Musieliśmy otworzyć saszetkę. A w saszetce znów piękne, białe mięsko, w rzadkim, przeźroczystym sosie. Futerka dorwały się zanim zdążyłam postawić talerzyki na podłodze. Prawdę mówiąc jedzenie wyglądało tak, że sama chętnie bym je posmakowała
Po paru kęsach talerzyki były puste, Olo dojadł jeszcze kilka chrupek i osiem łapek podreptało do pokoju. Mogliśmy w końcu dalej zająć się gotowaniem obiadu
Jak zobaczyłam to mięsko, a potem widziałam, z jakim smakiem dorwały się do niego Kłaki, mówię „Hmmm, może przerzucimy się na tę karmę?!”. Jednak spojrzałam na www i nie – absolutnie się nie przerzucimy. Bo my też nie jemy mięsa w cenie 60zł/kg
Jednak gdyby ktoś był zainteresowany uszczęśliwieniem swoich Futerek – polecamy. O składzie i smakach można poczytać sobie choćby TUTAJ.
Niestety nie mamy dokumentacji fotograficznej – zwyczajnie nie zdążyliśmy złapać aparatu
Ps. Dla ciekawskich – Almo Nature book tutaj można obejrzeć strona po stronie (strony zapełnione; stron do zapisków nie ujęto w pokazie). Nie zagłębiałam się jeszcze w szczegóły i prawdę mówiąc nie bardzo wiem, co ów book zawiera, wiem jednak, że notes naszpikowany jest pięknymi kocimi grafikami autorstwa Valentiny Ventimiglia. Poproszę jedną na ścianę!
Mur Chiński przy tej sierści to krawężnik!
Nadeszła wiosna, a wraz z nią kolejna próba walki z sierścią.Wrrr.
Oglądaliście Pazurę w Kabaretonie z 2007 roku? Jeśli nie – zdecydowanie polecamy! Do obejrzenia np. TUTAJ. Zwłaszcza fragment 20.22 – 21.03
Dlaczego akurat ten? Bo tak jak Pazura wpadł w gacie, tak my wpadliśmy w sierść. Wpadliśmy i wydostać się nie możemy…
Ja wiedziałam, że koty linieją. Że 2x w roku linieją przeokrutnie. Zwłaszcza koty z takim futrem. Ale pojęcie przeokrutnie nabrało mocy. I pogorszyło opisywane nim zjawisko co najmniej dziesięciokrotnie. Bo to, co dzieje się u nas w tej chwili, wykracza poza wszelkie granice linienia.
Tak, wiem… Trzeba było zdecydować się na Cornisha. Albo Sfinksa
Ale skoro już mamy te nasze dwa dorodne Futerka i każde z nich dysponuje potężną ilością sierści, którą ni stąd ni zowąd postanowiło zrzucić, podejmujemy walkę. Jak co roku
Sądząc po wyglądzie naszych ubrań, dywanów i mieszkania w ogóle, środki, które stosujemy, nie są cudownym rozwiązaniem. Jak widać zwykły grzebień i szczotka z drucikami nie dają rady. Co więcej – po sesji z rękawicą, która wyciąga ogormne ilości martwego podszerstka, linienie wydaje się być lekko wzmożone – tym razem jednak nie wypada podszerstek, a długie sierściowe igiełki szukające miejsca, by się wbić i zostać tam na długo. W ostatnich dniach/tygodniach doszło do tego, że nie można kota pogłaskać, bo kończy się to nabyciem rękawiczek z pięknego kociego futra
Wspominałam kiedyś, że zastanawialiśmy się nad kupnem furminatora, jednak po przeczytaniu wielu niepokojących opinii dałam sobie spokój. W tej chwili, mimo dalszych obaw, jestem gotowa zamawiać. Jeśli to jedyne rozwiązanie…?!
Przeczytałam wiele artykułów i wątków na forach dotyczących pielęgnacji kociej sierści. Wiele osób – prócz furminatora – poleca grzebienie z obrotowymi zębami (czy one naprawdę się obracają?). I już miałam takowy w koszyku, kiedy trafiłam na kilka opinii, iż grzebień ten to pic na wodę i tak naprawdę nic nie daje. Wstrzymałam się, bo 40zł piechotą nie chodzi.
Myślę sobie: „Może więc od środka powalczyć?”. Ale na preparatach witaminowych i suplementach diety nie znam się kompletnie, a zapewne gdyby pozbierać głosy ze wszystkich wątków, byłoby kilka produktów, która miałyby podobną ocenę. I skąd miałabym wiedzieć, który wybrać?
Kilka razy przewinął się temat kropelek Efa Olie – ma ktoś z Was doświadczenie z nimi? Czytałam też o podawaniu kotom zwykłego oleju z pestek winogron – ma pomóc zarówno na sierść, jak i na przewód pokarmowy (problemy z kulami włosowymi). Ale jakoś nie widzę sukcesu na linii Kłaki – olej (sukcesu w podawaniu oczywiście
).
Natknęłam się nawet na parę wypowiedzi mówiących o tym, iż od kiedy kot jest na RC Sterilised, linienie stało się bardziej dokuczliwe. A nasze koty jedzą tylko tę karmę (bardziej Hera, bo Olo skubnie czasem inne chrupki). Może rzeczywiście ma to jakiś związek?
Oczywiście linienie zależy też od koloru futra, jego jakości, pręgowania, genów. Tak. Tyle wiem. Szkoda tylko, że wszystkie cudowne poradniki nie dają jednej prostej wskazówki, jak radzić sobie z futrem nienależącym już do kota…
Jakby nie było – jesteśmy osierścieni z każdej strony. Zanim wydamy majątek na preparaty czy przyrządy, które po pierwszym podaniu/użyciu schowamy na dno szuflady, chętnie zasięgniemy opinii innych kociarzy. Domyślam się bowiem, iż nie jesteśmy sami z tym problemem.
Wiemy, że podglądają nas hodowcy NFO i MCO – prosimy więc o słowo z punktu widzenia właścicieli stada pół- i długowłosych Futer. Jestem wręcz przekonana, że rozwiązanie przyda się nie tylko nam










