Archiwum ‘Zdrowie’

Dr Edward Bach

Mimo usilnych próśb i gróźb, Hera nie daje nam zapomnieć o swojej kosmatej naturze. Wymiana materaca ani zamykanie sypialni nie pomogły, bo Paskuda perfidnie, przy nas, zrobiła co chciała, „zakopała” i wyszła, zanim cokolwiek zauważyliśmy.

Po ostatnim incydencie (o ile incydentem można to nazwać, bo jeśli coś dzieje się incydentalnie, to podobno dzieje się przypadkowo i okolicznościowo…) napisałam pospiesznie maila do Czarnego Kota.

Czarny Kot – usługi na szczęście to jednoosobowa firma zajmująca się doborem i przeprowadzaniem terapii dr Bacha (nie będę niepotrzebnie wywodzić się na jej temat, więcej o terapii można przeczytać tutaj). Krople już dawno polecała nam Ania z Omahkatayo*PL, polecane są też na forum miau.pl, byliśmy jednak trochę sceptycznie nastawieni, bo jak esencje kwiatowe mają pomóc?! Jednak przy takim obrocie spraw nie patrzyliśmy, czy to olejki, czy tabletki – poprosiliśmy o pomoc. Tym bardziej, iż nie jest to agresywna chemia, zatem nawet jeśli terapia nie pomoże, wiemy, że przynajmniej nie zaszkodzi…

Opisałam w mailu wszystko bardzo dokładnie, całą półtoraroczną historię Hery, a mimo to Pani Magda zadała jeszcze sporo pytań. Ten bardzo wnikliwy wywiad miał na celu optymalne dopasowanie mieszanki do występującego problemu. Po trzech dniach krople były już u nas.

Obawiamy się nie tyle nieskuteczności terapii, co raczej braku sukcesu w podawaniu samych kropli. Wszyscy bowiem wiemy, jak Hera przyjmuje wszelkie „nowości” i jakim jest niejadkiem. A krople trzeba podawać minimum 4x dziennie po 4 krople. Uprzedzam pytanie: nie można tego skumulować i wlać 16 kropli do miski z karmą ;)

Zmieszanie kropli z puszką nic nie da, bo Kłaki wymieniają się miskami i znając życie więcej terapii pochłonąłby Olek, aniżeli Hera. Trzeba będzie podawać je z łyżką śmietany/jogurtu albo oblać jakieś serek czy szynkę. Na razie liczymy na cud ;)

Uff. Choć z pewną nutką ostrożności

Byliśmy dziś u pana doktora na wizycie kontrolnej – pierwszej od operacji przepukliny. Wet obejrzał i powiedział, że wszystko ładnie (nauczona doświadczeniem jeszcze nie jestem spokojna i nie skaczę z radości). Przy pierwszym szwie pojawiła się co prawda twarda kulka pod skórą, ale podobno jest to reakcja na nici i nic złego się nie dzieje. Zniknie. No to niech znika…
Rana przemyta, antybiotyk podany, można znów wracać do domu. Oczywiście Herzysk zamknięty jest wciąż w sypialni, co z każdym dniem spotyka się z coraz mniejszą aprobatą ze strony Futra. Życie jest okrutne.
W chwilach przypływu miłości pozwalamy jej zasiąść na kanapie. Co oczywiście skrzętnie wykorzystuje ;)

SONY DSC SONY DSC SONY DSC

No ale kto by nie chciał: nie dość, że kanapa wygodna, to w dodatku jest się na nią kładzonym i z niej znoszonym. Kocisko żyje jak pączek!

Gdy kot jest zbyt skoczny

Było zbyt pięknie…
Pojechaliśmy dziś na drugą kontrolę i trzecią dawkę antybiotyku. W sobotę, podczas pierwszej kontroli, wszystko było pięknie. Lekarz podziwiał piękny zrost i dobre samopoczucie kici. Zatem dzisiejsza kontrola była rutynowa. A jednak…
Kiedy pielęgniarka zdjęła Herze kaftanik, zobaczyliśmy wokół rany wypełnioną płynem „poduszkę” w kształcie elipsy, o wymiarach ok. 8cm x 4cm. Dwóch lekarzy stwierdziło przepuklinę pooperacyjną :( Czyli kolejny zabieg.
Przyczyn przepukliny mogło być wiele: błąd weta, zbyt szybkie skoki kotki…
Wet powiedział, że nie ma na co czekać, że trzeba to zoperować jak najszybciej. Kompletnie nieprzygotowani musieliśmy zostawić kocisko w lecznicy. Bez zabawki, bez kocyka. Samą.
Po 3 godzinach pojechaliśmy z powrotem. Operacja się udała, kicia się już wybudzała. Tym razem zamiast trzech szwów jest pięć, zamiast dwóch warstw – trzy.
Trzeba uważać. Bardziej, niż do tej pory. Zarządziłam zamknięcie kici w sypialni (gdzie jedynym miejsce, na które mogłaby wejść, jest niskie łóżko). Przynieśliśmy jej kuwetę, ułożyliśmy tymczasowe legowisko pod łóżkiem i obowiązuje bezwzględny zakaz wypuszczania kota poza sypialnię.
Co za ironia… Jeszcze niedawno miała zakaz wchodzenia do sypialni, teraz nie może z niej wyjść…

Niestety, dwie narkozy w przeciągu czterech dni bardzo osłabiły kicię i aktualnie nie ma siły zrobić nawet paru kroków.
Jak dobrze, że wzmocniliśmy ją Scanomune, bo nie wiem, co by to było (dziękujemy, Aniu!).

Teraz drżymy.

Ps. Dziś Hera i całe H-rodzeństwo kończą 8 miesięcy. Sto myszek, kociaki!

Rekonwalescencja

Stan na dzień po sterylizacji:
- jedzenie: kot pożera ilości ustawowo niedozwolone
- sen: kot przesypia całe dnie
- ruchliwość: kot wstaje tylko wtedy, gdy musi (np. do kuwety)
- poruszanie się: kot kręci tyłkiem, kiedy idzie (mam nadzieję, że to wina kubraczka, a nie kocie zaloty ;) )
- ulubione miejsce: kanapa
- ulubiona pozycja snu: na grzbieciku
- przyjęta strategia: „Miziaj mnie człowieku, miziaj!”

Przyznacie, że nie jest to standardowa pozycja snu w trakcie rekonwalescencji… ;)

SONY DSC SONY DSC SONY DSC

BTW, przy okazji wizyty u weterynarza zważyliśmy kicię. Ogłaszam zatem wszem i wobec, że po naszym domu hasa 3,850 kg żywego Futra. Kawał kota! ;)

Sterylizacja

Nadszedł moment, kiedy nasze dojrzałe pod pewnymi względami kocisko musi zostać poddane zabiegowi.
Umówieni na godzinę 15.00 stawiliśmy się z wygłodniałym kociskiem u pana doktora. Zakaz jedzenia obowiązywał od wczoraj od 19.00, więc można sobie jedynie wyobrazić, jak bardzo głodny był kot, który dziennie zjada prawie pół kilo mokrej karmy/mięska ;) Rano, w ramach wyłudzania jedzenia, była najbardziej przytulaśnym zwierzakiem na świecie! Przyjęła strategię „Połaszę się, to na pewno mnie nakarmią”. Po czterech godzinach tulenia, mruczenia, spania na kolanach i innych niepodobnych do niej zachowań stwierdziła, że to chyba nie ma sensu i zastosowała „Nie dali mi jeść, to ich pogryzę”. Wyglądało to tak, że każda próba dotknięcia jej kończyła się zaklinowaniem palca/dłoni/całej ręki (w zależności, co ją chciało dotknąć) między zębami. Takie Futro wstrętne!
W lecznicy pan doktor ją obejrzał, osłuchał, dał zastrzyk… i po ok. 7 minutach już spała jak zabita. Umówiliśmy się na 18.30.
Gdy przyjechaliśmy z powrotem, Hera była już prawie całkowicie wybudzona. Porozmawialiśmy z lekarzem, dostaliśmy wskazówki i okubraczkowaną Herę zabraliśmy do domu. Notabene kubraczek, jaki aktualnie nosi, to rozm. 5 dla psa – kocie kubraczki produkowane są dla mniejszych Futer ;)
W domu zrobiliśmy jej podłogowe posłanie, dostała najlepszy koc i drugi kocyk do przykrycia. I co? I od razu włączył jej się pędrak. Parę kroków – bum! Śpi. Kolejne parę kroków – bum! Za trzecim razem, uparcie, doszła aż do kuchni i skorzystała z kuwety! Takie dzielne kocisko… Teraz pozostaje pilnować, karmić, tulić, całować i mieć nadzieję, że szybko dojdzie do siebie :)

A tak Herzysko prezentuje się w swoim nowym wdzianku. Całkiem jej do „twarzy” w tym granacie :)

SONY DSC SONY DSC SONY DSC

Kategorie
Statystyki
stat4u
Uchroń sprzęt przed pazurami ;)
Photobucket
KOT a zdrowie
Photobucket
This site is protected by WP-CopyRightPro